|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Czytam i podglądam
Próbuję kontynuować
Ulubione
W kwestii formalnej...
|
czwartek, 17 maja 2012
Zaganiani
Ostatnio żyjemy w takim pędzie, że nie dość, iż widujemy się tylko rano i wieczorem, to jeszcze nie mam czasu spisywać tego, co się u nas dzieje. Ogólnie dziewczyny chodzą do szkoły i trenują na basenie - babcia narzeka, że dzieci nie mają dzieciństwa, ale uważam, że ważniejsza jest jakość niż ilość spędzonego czasu z dziećmi, dlatego weekendy staramy się spędzać na maksa razem, albo na słodkim lenistwie, albo na zawodach, wykorzystując czas na dojazd na ciekawe rozmowy i snucie planów. Ogólnie starsze dziecko przechodzi przemianę, nawet zaprzyjaźnieni rodzice z klubu pływackiego stwierdzili, że Isia bardzo spoważniała. Widzę to, kiedy dyskutuje z Panem Mężem o swoich wynikach, czasach, międzyczasach, kiedy siedzą nad notatkami, porównują wyniki z innymi dziewczynkami, analizują postępy, oglądają wspólnie filmiki z zawodów. Isia nareszcie zrozumiała, że na sukces ciężko trzeba pracować, a porażka, to jeden z kroków do zwycięstwa. Otylią Jędrzejczak nie będzie, ale cieszę się, że aktywnie i mądrze spędza czas, zamiast siedzieć w internecie lub przed tv, a pływanie lubi tak, że jednym z pomysłów na spędzenie wolnego czasu weekend jest... basen :)
Inia to trzpiotka, treningi to często konieczność, ale jak już pójdzie to ambitnie stara się wykonywać wszystkie ćwiczenia. Forma rośnie, pomimo sporej przerwy w treningach spowodowanej ubiegłoroczna chorobą i pobytem w szpitalu. Jest bardzo zwinna, szybka i ma niesamowity potencjał, ale ambicje - w przeciwieństwie do starszej siostry - znikome. Jednak nie ma wyjścia i musi się podporządkować narzuconemu harmonogramowi dnia, co wychodzi jej na dobre. Energię ma taką, że spokojnie moglibyśmy nią zaspokoić nasze zapotrzebowanie na prąd elektryczny w domu, taniej ją ubierać niż żywić.
W majowy weekend dziewczyny złapały nowego bakcyla: wędkowanie. Spędziliśmy cały dzień na prywatnym łowisku naszego znajomego, wsłuchując się w cudowną ciszę okolicy, bez radia, wiadomości, ruchu ulicznego, przerywaną jedynie przez odgłosy z pobliskiego lasu, kukanie kukułek oraz wrzaski kurek wodnych. Isia okazała się prawdziwym talentem w łowieniu ryb. Przez pół dnia złowiła 20 karasi, podczas gdy ja z Inia po jednym, a Pan Mąż niespełna 10.
czwartek, 29 marca 2012
Spanie
- Mamusiu !- Jadwinia przybiegła do mnie na boso, w różowej piżamce, pachnąca mydełkiem i pastą do zębów i oczywiście cukierkowym zapachem dziecka- zarzuciła mi ręce na szyję, spojrzała głęboko w oczy i zatrzepotała rzęsami: - mogę dziś spać z tobą? - Rzęsy zaczęły drgać niczym motyle, ukazując bezkres błękitnych oczu mojej pociechy. Postanowiłam jednak być twarda: - NIE. - A dlaczego? - Inia spytała takim tonem, jakby prosiła o szklankę wody po dwóch dniach wędrówki przez pustynię. - Bo dziś w nocy tata wraca z Warszawy. [W domyśle: nie, bo się wiercisz, zabierasz mi kołdrę, ja się nie wyśpię, ani tata, masz swoje łóżko, musimy się wszyscy porządnie wyspać.] - No przecież tata się zmieści!
sobota, 24 marca 2012
Zbulwersowana
Dziewczynki wywołały mnie do kuchni z pozycji leżącej na kanapie w pokoju, gdzie odpoczywałam po pracowitym dniu. Będą piekły ciasto. Musiałam przejść po siedziskach, nad leżącym Panem Mężem, który złapał mnie jak małolat za pośladek i przyciągnął do siebie, dając soczystego buziaka. Isia, która kategorycznie oczekiwała mojego udania się do kuchni, odwróciła głowę i zgorszona powiedziała: - No wiecie! Nie przy dzieciach!
*** Wchodzę do kuchni, a tam na blacie, na którym jeszcze parę minut temu panował lekki chaos po obiado-kolacji, CZYSTO. Talerze w zlewie, okruszki zebrane, Inia przeciera blat ścierką. - No proszę, jak ty ładnie potrafisz sprzątać, nie przypuszczałam! Na to Inia: - To nie ja, to mój DUPLIKAT! Drobny szczegół
Nie zdążyłam domknąć drzwi za sobą po powrocie z pracy, a Inia drze się od progu: - Mamo, mamo, wygrałam konkurs plastyczny!!! - Ale jaki? - Cztery pory roku! - moje dziecię nie posiadało się z radosci. - Ale jaki to był konkurs? Szkolny, międzyszkolny czy może miejski? - podpowiadam. - No... szkolny, czy tam ogólnopolski - w każdym razie może pojadę z panią od plastyki odebrać tę nagrodę. Może to będzie mp4, albo telefon... - rozmarzyło się moje dziecko naiwnie. - A co ty narysowałaś? - Dziecko ubawiło mnie już do łez. - A takie tam... pomazałam kartkę różnymi kolorami farby a potem pastelami narysowałam kontury kwiatów, drzew i liści i coś mi tam nawet wyszło.
poniedziałek, 19 marca 2012
Ostatni Samuraj
Przełom wiosenny jest dla mnie ciężki - jako meteopata znoszę wahania ciśnienia niezbyt dobrze, do tego niehigieniczny tryb życia, więc wczorajszego popołudnia zasnęłam zwyczajnie nad gazetą branżową. Obudziły mnie donośne efekty dźwiękowe bitwy, dochodzące z dużego pokoju, gdzie moje małolaty, w asyście taty kończyły oglądać "Ostatniego Samuraja". Leżąć w łóżku, miałam okazję posłuchać ich komentarzy: Jadzia: - Dlaczego ludzie wymyślają te wojny? Czy oni nie wiedzą, żę sami mogą w nich zginąć? Wzruszona pomyślałam, że fajne mam dziecko, po czym zaczęłam układać w myślach plan czekających mnie obowiązków, gdy nagle moje rozmyślania przerwał donośny śmiech całej trójki. Z zaciekawieniem zeskoczyłam z łóżka, weszłam do pokoju, a moim domownikom łzy ciekły ze śmiechu po policzkach - Inia, która lubi mieć komplet wiadomości na temat danego filmu, po wpisaniu w Google tytułu filmu, znalazła taki oto obrazek:
niedziela, 18 marca 2012
Kulinarne lapsusy
- Tatusiu - odezwła się błagalnie Isia - Chodzę za krewetkami! - ??? - No mam straszliwą ochotę na krewetki smażone!
*** Inia robiła ze mną porządek po sobotnim śniadaniu. Połówkę chleba krojonego w folii zamierza włożyć do chlebaka, ale przedtem pyta: - Mogę sobie wziąć STÓPKĘ? - Jaką stópkę??? - No ten kawałek na końcu chleba, bo u cioci Basi zawsze ja zjadam!
środa, 07 marca 2012
Obiecanki-cacanki
Dziewczynki dopinają kurtki przed wyjściem na trening. Pan Mąż już w drzwiach, w przysłowiowych "blokach startowych" wzywa mnie tubalnym głosem: - Żono! - Co jest? - wpadam z kuchni do przedpokoju, przecierając ręce ściereczką do naczyń. - Co to za torba? - Jaka? - No tu, pod drzwiami? - No przecież moja. - To zabierz ją stąd. - Pan Mąż wymownie przewrócił oczami. - A co, ty nie możesz się schylić? - Nie, bo to twoja torba! - Tu dziewczynki parsknęły śmiechem. Spojrzałam na starszą latorośl i powiedziałam: - Ty się tak nie ciesz, też kiedyś wyjdziesz za mąż! Na to młodsza: - Ja nie wyjdę i będę do starości mieszkała z mamusią i tatusiem. Bez zęba i bez paznokcia! (małej właśnie zszedł paznokieć z palucha prawej stopy).
wtorek, 06 marca 2012
Solidarność jajników
Żałoba narodowa, zatem w tv nieco stonowany program. Na kanale Kino Polska, zamiast wieczoru z komedią, przedwojenny melodramat z Jadwigą Smosarską i Eugeniuszem Bodo pt. Skłamałam. Dziewczynki właśnie wróciły z wieczornego treningu na basenie, ja kursuję między kuchnią pokojem, serwując świeżo ugotowany barszcz ukraiński. Kątem oka śledzę trywialną akcję z infantylnymi dialogami. Moi domownicy też z ciekawością przyglądają się akcji, Pan Mąż co chwilę wybucha śmiechem, twierdząc, że sam napisałby mądrzejsze dialogi. Jedna ze scen małżeńskich - po traumatycznym spotkaniu żony z kochankiem z przeszłości - kończy się mniej więcej taką wymianą zdań między małżonkami: MĄŻ (zatroskany): Tak źle wyglądasz, musisz iść zaraz do łóżka! ŻONA: - Nieee, gości mamy dzisiaj. MĄŻ: Oj, odwołam to! ŻONA: Nie, nie nie! MĄŻ: Co nie? A kto tutaj decyduje? ŻONA: (z poddańczą radością): TY Stachu! [pocałunek] Na to Jadzia z pogróżką i z powagą w stronę ojca: - Tato, żebyś ty tato przypadkiem nie wykorzystywał tego przeciwko mamie!
PS. Uwielbiam stare polskie kino, międzywojenną Polskę i klimat tamtych lat. Pod tytuł filmu we wpisie podlinkowałam fragment melodramatu z opisaną sceną (od 4.26)
niedziela, 04 marca 2012
Rozmowy na kanapie
Wczorajszy wieczór upłynął nam na rodzinnym oglądaniu filmu Piraci z Karaibów na Nieznanych Wodach. Niewątpliwym plusem "telewizji nowej generacji" jest możliwość zatrzymania seansu, gdy się na przykład chce pić lub gdy chce się powiedzieć coś, co się akurat przypomniało. I z tejże okazji skorzystałam, karcąc Isię słownie, że znów zapomniała założyć aparat prostujący zęby. Isia wybitnie nie lubi przerywać sobie oglądania, po pierwsze dlatego, że jest chyba największą fanką kapitana Jack'a Sparrow na świecie, a po drugie dlatego, że dziecko me chłonie seans filmowy wszystkimi zmysłami, i gdyby - nie daj bóg - wybuchł pożar, to pochłonięta akcją filmu Isia zwyczajnie by tego nie zauważyła. Pan Mąż nieco poddenerowawany sytuacją, że najstarsza znów zapomniała o aparacie, zaczął robić małej wyrzuty: - Dziecko kochane! My zrobiliśmy już wszystko, co było w naszej mocy, aby zadbać o twoje zdrowie! Zarobiliśmy pieniądze, zaprowadziliśmy cię do dentysty, opłaciliśmy aparacik, a twoim obowiązkiem jest o nim pamiętać.! To twoje zdrowie i twój wygląd! - Po czym wrzucając na słowny luz dokończył tyradę: - Potem żaden chłopak nie będzie cię chciał, jak będziesz miała krzywe zęby! - I będziesz musiała mieszkać do końca życia ze starymi i narzekającymi rodzicami! - wtrąciłam. - Isia ze śmiechem ale i skruchą udała się po rzeczony aparat. Na to Inia, która przysłuchiwała się naszemu gderaniu z uwagą, bardzo poważnie i z przejęciem odrzekła: - Oj, to ja też tak będę miała!!! Bo pół roku temu wypadł mi ten ząb - Inia wskazał puste miejsce po jedynce - i jeszcze nie chce mi wyrosnąć!
środa, 22 lutego 2012
Humor szkolny
- Mamo!!! - Drze się Jadwinia już od progu. - Jutro będę mieć dodatkowy basen z Julitą! Bo w przyszły wtorek, to znaczy ten co będzie, no wiesz, ten po niedzieli mamy zawody szkolne i ja będę ćwiczyć do SZTACHETY! Dziewczyny wypakowują puste śniadaniówki z tornistrów. W Isinej, która ma przezroczyste wieczko, widzę małą, śmieszną buteleczkę i jakiś podłużny przedmiot. To kałamarz i pióro ze stalówką, które Isia dostała od pani od plastyki, aby wykonać pracę w domu. Asystująca mi Jadzia woła: - Mamo, zobacz jakie Jula dostała STAROŻYTNE pióro od pani! Śmiałyśmy się z Hanią, bo ona żeby móc pisać, to musi co chwilę maczać stalówkę w tej buteleczce! |